
Pamiętacie Maleństwo z Erytrei, urodzone w polskim lesie? Był 16 kwietnia. Gdy kobieta urodziła, ludzie z jej grupy rozpalili ognisko, żeby matka i córeczka mogły się ogrzać. Obie trafiły do polskiej rodziny, która dała im dom – nie tylko w znaczeniu czterech ścian i dachu. Drugiego maja odwiedziliśmy Maleństwo. W Szkole Jogi Foksal zebraliśmy mnóstwo tycich ubranek, pieluch, akcesoriów. Wszystkim zaangażowanym jeszcze raz bardzo dziękujemy. Nieoceniona Profesor Edyta z warszawskiego XVIII LO im. Jana Zamoyskiego – jak zawsze – miała swój ogromny wkład.
Wczoraj dostaliśmy nowe zdjęcie Maleństwa. Zdjęcia nie publikujemy – bo nie jest nasze, a Maleństwo patrzy prosto w obiektyw. Maleństwo siedzi i wygląda super. Wtedy, rok temu, obiecaliśmy nie pokazywać twarzy ani nie ujawniać imion. Chyba w połowie czerwca ubiegłego roku matka zabrała Maleństwo i wyszła bez słowa. I bez pożegnalnego listu. To było jasne, że będzie próbowała dotrzeć do męża w Skandynawii, Maleństwo jest zbyt malutkie, żeby wiedzieć, że ma jeszcze brata, który jest w Ugandzie. Gdy rodzina uzbiera pieniądze, pewnego dnia wyruszy w daleką podróż, żeby do niej dotrzeć.




Koszyk to 25kg mąki, po 5kg ryżu i cukru, 2 l oleju, karton sosu pomidorowego, 12 puszek warzyw. Osiem osób przeżyje miesiąc. To jest survival, a nie miejsce na kręcenie nosem na mąkę, cukier czy warzywa w puszce. Takie są realia. A na miejscu w Sanie nasi partnerzy z MonaRelief naprawdę nie widzą żadnych innych akcji dystrybucji żywności. A na pomoc czekają ludzie, którzy albo pracują, ale nie otrzymują wynagrodzeń, albo pracy nie mają. To Wasze pieniądze i Wasza pomoc. My jesteśmy tylko tym ogniwem pośrednim. Nagłaśniamy. Mówimy i piszemy o Jemenie. Zabiegamy o pomoc. Sami też dorzucamy się do zrzutek prywatnie. A potem próbujemy prześlizgiwać się między sankcjami i robić przelewy. Wszystko kupowane jest na miejscu. To ogromnie ważne – dla tamtejszej gospodarki leżącej – tak jak system bankowy – na łopatkach. Na jednym zdjęciu widzicie kosz. Na kolejnym dwa biurka i wolontariuszy pilnujących dokumentacji (odbiór trzeba pokwitować). Na trzecim Fatik, szef MonaRelief dokumentuje wszystko gotowe do dystrybucji. Jeszcze raz przeogromnie dziękujemy za Wasze niezwykłe wsparcie, zrozumienie i cierpliwość Wszystkich mocno pozdrawiamy. Dziś przekazaliśmy 1900 USD (7230,45 PLN) naszym jemeńskim partnerom z MonaRelief na żywność dla kolejnych 50 rodzin. Zbieramy dalej www.zrzutka.pl/x29xkv – udostępniajcie szeroko. Działamy.



Siedem afgańskich wdów ma zapewniony dach nad głową – przynajmniej do końca roku. Osiem osób z Polski zobowiązało się do wsparcia siedmiu pań. Dwadzieścia dolarów miesięcznie to bezpieczny dach nad głową dla wdowy z dziećmi. Kobieta na ma szans na legalną pracę. Nawet jeśli pracowała wcześniej – na przykład w przychodni. Jeśli była w policji lub w wojsku, jest szczególnie narażona na niebezpieczeństwo. Dwadzieścia dolarów to 75 złotych. Pomyśl przez chwilę – może dasz radę dołączyć? Jeśli nie możesz, zapytaj ludzi wokół siebie. I udostępniaj szeroko.
Wszystkich mocno pozdrawiamy
PS: to nie obciąża rachunku Stowarzyszenia, bo tego nie dałoby się rozliczyć. Pomagamy jako osoby prywatne, nie jako organizacja pozarządowa.

Dwadzieścia dolarów to jeden czysty, świeżo odmalowany pokój dla jednej wdowy z dziećmi. Kabul, 2025. Kobiety nie mogą legalnie pracować. Nie mają jak zarobić na podstawowe potrzeby – przede wszystkim na dach nad głową. Niektóre ryzykują i próbują pracować. Sprzątają w domach, robią pranie. Dwadzieścia dolarów to miesięczny czynsz. Czworo z nas zobowiązuje się do wsparcia czterech wdów przez najbliższe miesiące. Nie robimy tego jako Stowarzyszenie, bo tego nie dałoby się rozliczyć. Przestrzegamy przepisów. Możemy to tylko zrobić jako osoby prywatne. Jedno z nas wykona przelew. Chcesz dołączyć? Pisz tu, pisz i/lub nagrywaj się na WhatsApp 792225493, a przede wszystkim udostępniaj szeroko.
Zdjęcie z 2002 roku – więc możemy bezpiecznie publikować.

Sto dwadzieścia milionów ludzi na świecie szuka bezpiecznego miejsca poza swoim krajem. Uciekają przed wojną, przymusową prawie dożywotnią służbą wojskową (Erytrea), głodem, prześladowaniami. Dziękujemy Foksalowemu Joginowi Jackowi za tablet i telefon. O to rodziny uchodźcze proszą stale. Do jednej z takich rodzin sprzęt niebawem trafi.
Jeszcze raz bardzo dziękujemy.
Wszystkich pozdrawiamy & działamy.

Najbardziej bezbronni i najsłabsi ponoszą największe koszty każdej wojny. Wojna w regionie ma też wpływ na Jemen – i tak już bardzo ciężko doświadczony. Serdecznie dziękujemy za Wasze wsparcie – bez tego dzisiejszej dystrybucji żywności w Sanie by nie było. Pisaliśmy to już wcześniej – naprawdę prześlizgujemy się poprzez sankcje i absurdy. System bankowy tam leży na łopatkach. Bardzo Wam dziękujemy za cierpliwość i zrozumienie. Nigdy nie wiemy, czy uda się zrobić przelew, a potem bezpiecznie go odebrać. Za każdym razem wymaga to niezliczonych papierów i udowadniania, że jesteśmy – albo nie jesteśmy – wielbłądem. Produkujemy wymagane dokumenty tak, jakbyśmy robili to po raz pierwszy. Najważniejsze, że 50 rodzin ma co jeść. Może – dzięki temu – jakieś dziecko zostanie w domu i nie zostanie oddane na pranie mózgu.
Jeszcze raz przeogromnie Wam dziękujemy.
Pozdrawiamy & działamy.



Toast za wolność – niezmiennie.
